Czy zbawienie mi się należy? 

Jako ludzie mamy duży problem z tym, co jest za darmo. Z jednej strony jesteśmy łasi na wszelakiej maści promocje, gratisy, gadżety. Z drugiej strony, w myśleniu o tym, co otrzymaliśmy bez naszego udziału, wpadamy w różne pułapki.

***
Korytarz, na którym czekam w kolejce do lekarza. Zazwyczaj znajdzie się jedna osoba, która jeszcze nie zmierzyła się z systemem opieki zdrowotnej. Mówi: jestem na tą godzinę. Starzy wyjadacze wiedzą, że godziny są orientacyjne, wiele zależy od tego, o której lekarz pojawi się w przychodzi po obchodzie na oddziale. Niektórzy przyjmują tę informację spokojnie. Inni, jak ja kiedyś, zaczynają się denerwować. „Przecież mam swoje życie, swoje sprawy. Wejście o umówionej godzinie należy mi się!”. Należy mi się, bo jestem przecież biedniejsza niż inni, w trudniejszej sytuacji, prawda? Należy mi się, bo jestem lepsza! A tak naprawdę z tyłu głowy mam lęk, że żeby coś dostać, albo muszę mieć gorzej w życiu niż inni, albo być lepszą od innych.
***
Na studiach mogłabym mieć z powodzeniem ksywkę „Pomagacz”. Człowiek od pomagania. Nie dlatego, że miałam za dużo czasu i energii, choć myślę, że wiele z tych osób było wdzięcznych za pomoc. Pomagałam, żeby zostać dostrzeżoną. Żeby się z kimś zaprzyjaźnić, w myśl zasady: „daj coś od siebie”. Wtedy drugi człowiek uzna, że jestem „fajna”. Zaprzyjaźni się. W życiu duchowym robimy różne sztuczki. Nasza regularna spowiedź, codzienna Eucharystia, ewangelizowanie „w porę i nie w porę” – ile z podejmowanych przez nas działań to są kwestie przemyślane i rozeznane, a ile to próba „załatwienia” zbawienia, po swojemu, na własnych zasadach? Tutaj nie ma czerni i bieli, są szarości, którym warto się przyjrzeć. Jeszcze jakiś czas temu chodziłam codziennie na Eucharystię. Z jednej strony – to był czas niesamowitego umocnienia, który został mi ofiarowany, bym teraz mogła owocnie zmagać się w już nieco innej sytuacji życiowej. Z drugiej strony widzę teraz, jak bardzo wtedy pilnowałam codziennej Eucharystii dlatego, że byłam przekonana, że od tego zależy, czy Bóg spojrzy na mnie łaskawym okiem. Próbowałam odpokutować swoje dawne niewierności. Samodzielnie. Mi się wydawało, że to jest właściwy sposób. Nawet nie pomyślałam, co na to Bóg?
***
Pułapek w myśleniu może być wiele. Skoro za darmo, to kiepskiej jakości. Albo: ktoś będzie chciał coś w zamian. Ale najwięcej problemów sprawia nam to, że skoro coś jest nam ofiarowane, to nie wypada marudzić. Tracimy kontrolę nad tym, kto i kiedy otrzymuje dany dar, bo nie jest on nasz. Nie możemy go zawłaszczyć, choć i tak w naszym myśleniu go zawłaszczamy. Nie możemy go odmówić innym, choć i tak często odmawiamy, choć to nie my go udzielamy. Nie możemy poczuć się lepsi – choć zdarza się, że właśnie na przynależności do tego a nie innego kościoła budujemy poczucie własnej wartości. Co może się stać, gdy zostawimy to nasze, ludzkie myślenie i zachwycimy się zbawieniem jako otrzymanym darem, na Jego zasadach? Magdalena Sędkiewicz

Bądź na bieżąco 

Jeśli chcesz wiedzieć o najnowszych materiałach, które pojawiają się u nas i nie przegapić kolejnych transmisji, to koniecznie:


Polub nas


Subskrybuj kanał