Dwa kroki naprzód 

Jestem. Niepozorne słowo. Każdy z nas w pierwszej kolejności po prostu jest. Istnieje. Jednak na przestrzeni lat dopisujemy do tego słowa kolejne, tworząc historię życia. Dodajemy znaczenia, które pomagają nam określić, kim jesteśmy. Po co tu jesteśmy. Skąd przychodzimy. Dzięki temu, co dopisujemy, możemy zrobić w życiu krok naprzód.
 
W języku potocznym określanie cech osoby w odniesieniu do słowa „jestem” i w oparciu o zauważone zachowania stosowane jest zamiennie. „Jesteś leniwy” często uznawane jest za równoznaczne z „wykonujesz swoją pracę niechlujnie”; „jesteś spóźnialska” wydaje się znaczyć to samo, co: „często spóźniasz się do pracy”, „ale z niego smutas” ma podobny wydźwięk do słów: „ostatnio chodzi z nosem spuszczonym na kwintę”. A jednak różnica jest kolosalna.
 
Bardzo mocno mieszamy dwie kwestie – tego, kim jesteśmy i tego, w jaki sposób się zachowujemy.
 
Opisywanie naszych zachowań jest niezwykle istotne. Dopiero przyjrzawszy się, w jaki sposób funkcjonujemy, możemy nazwać konkretnie zachowania do zmiany: spóźnianie się, niedbałość w pracy, brak uśmiechu. Możemy zacząć drążyć, szukać przyczyn, przyjrzeć się emocjom, sytuacjom, które wydarzyły się wcześniej. Ostatecznie — możemy zrobić krok do przodu, w stronę zmiany na lepsze.
 
Nawet jeśli nazywamy pewne sytuacje czy zachowania, z tyłu głowy często czai się myśl o tym, jacy w tej sytuacji jesteśmy. Popełniamy gafę — jesteśmy do niczego, jesteśmy nieogarnięci. Gdy z kolei okoliczności nam sprzyjają, zakładamy różowe okulary i budujemy w sobie poczucie bycia wspaniałym człowiekiem. W zależności od okoliczności w naszych myślach goszczą inne przekonania na nasz temat.
 
A gdyby tak zrobić dwa kroki do przodu i… przestać siebie oceniać? W myślach oddzielać to, w jaki sposób postępujemy od tego, kim jesteśmy. Chodzi o to, by już na początku refleksji mieć z tyłu głowy założenie: są we mnie dobre i złe cechy. Czasem jedne dochodzą bardziej do głosu, innym razem drugie. Tak po prostu jest. Popełniam błędy, działam w zaślepieniu, nie myślę. Albo często myślę o sobie zbyt pobłażliwie, zbyt optymistycznie, przeceniając swoje dobre strony.
 
Rezygnacja z oceniania siebie niesie daleko idące konsekwencje. Jeśli nie jestem swoim sędzią, a tylko przyglądam się sobie, potrafię spojrzeć zupełnie inaczej na własne życie. Nie boję się aż tak swoich myśli czy potknięć — ponieważ mówią one tylko tyle, że coś takiego się wydarzyło. Zupełnie inaczej patrzę też na innych ludzi — widzę, że i oni mają gorsze i lepsze dni. Nie przypisuję im stałych cech charakteru (zazwyczaj negatywnych, co ułatwia późniejsze porównywanie się). Nie oceniam drugiego człowieka tak szybko, z taką lekkością.
 
Zaakceptowanie siebie takim, jakim się jest, połączone z pracą nad sobą, daje zupełnie inne efekty. Zmiana nie jest celem, staje się narzędziem. Gdy jest celem, szybko nam przychodzi poczucie doskonałości i chęć wyciągania drzazgi z oka bliźniego. Gdy jest narzędziem, mamy świadomość tej belki, która tkwi w naszym własnym oku. A to diametralnie zmienia perspektywę…
 
Magdalena Sędkiewicz

Bądź na bieżąco 

Jeśli chcesz wiedzieć o najnowszych materiałach, które pojawiają się u nas i nie przegapić kolejnych transmisji, to koniecznie:

Udostępnij: