Kto dzierży władzę? 

Kiedy podejmowałam w ostatnim roku trudne decyzje i wykonywałam czasem radykalne kroki, niemalże za każdym razem pojawiał się człowiek, który pytał mnie — czy z moją głową jest wszystko w porządku?
 
Jedną z trudniejszych decyzji była ta o zawieszeniu studiów. Z perspektywy czasu widzę, że była to słuszna decyzja i przyniosła dobre owoce. Poprzedził ją proces rozeznawania, rozważania „za” i „przeciw”. Dłuższa refleksja nad tym, czego potrzebuję w swoim życiu w danym momencie. A jednak „nieprzyjaciel” czuwał — na zewnątrz i w środku.
 
Ludzie naciskali, zastanawiając się, czemu nie podchodzę do egzaminu, choć tak niewiele mi brakuje, by uzyskać dyplom. Mną również targały ogromne wątpliwości — może powinnam zagryźć zęby i zdać? Wiedziałam jednak, że biorąc pod uwagę moją ówczesną sytuację, są rzeczy pilniejsze, którymi muszę się zająć. Stawką było moje zdrowie.
 
Każdy z nas dzierży w rękach „władzę” — zdolność podejmowania wyborów i działania zgodnie z podjętą decyzją. Nigdy jednak nie podejmujemy decyzji sami. Jest z nami nasz „adwokat diabła”, czyli ta cząstka nas, która podsuwa argumenty przeciw. Są również inni ludzie, którzy zazwyczaj chętnie dzielą się z nami swoimi przemyśleniami; co powinniśmy zrobić, a czego robić nie należy.
 
Do pewnego momentu słowa innych, czy naszego wewnętrznego „adwokata diabła” mogą być cenne. Czasem potrzeba szerszego spojrzenia na sytuację. Każdy z nas doświadczył jednak, że jest granica, za którą słowa drugiego człowieka przestają być pomocą w decydowaniu. Granica, za którą nasze osobiste wątpliwości stają się „oskarżycielem”, którego działania paraliżują nasz proces decyzyjny, a ostatecznie drążą i niszczą. Oddajemy „władzę” — wpływ na podejmowaną decyzję innym osobom niż my sami albo pozwalamy innym czynnikom znacząco na nią wpływać.
 
Z jednej strony są inni. Czy przypadkiem oddawanie im „władzy” nie jest wyrazem nieufności do naszej zdolności do decydowania? Jeśli ufam sobie, to czyjeś słowa czy działania mogą być dla mnie punktem wyjścia do refleksji, niczym więcej. Nie ranią mnie, ponieważ ufam swojemu osądowi sytuacji.
 
Z drugiej strony jest moja własna głowa. Głowa, w której pojawia się wszystko — od budujących myśli zaczynając na samobiczowaniu kończąc. Myśli po prostu są, ale to ja mam wpływ na to, co z nimi zrobię. Czy w nie uwierzę i pozwolę im kształtować siebie? Czy może wyciągnę z nich to, co jest mi na dany moment potrzebne — a reszcie pozwolę odejść? Albo „ukręcę głowę”, gdy sytuacja będzie tego wymagała?
 
Kto w Twoim życiu dzierży władzę? Na ile decyzje, które podejmujesz są „Twoimi” decyzjami? Kiedy przyjrzysz się uważnie, może się okazać, że wiele ze swojej władzy oddajesz innym ludziom lub swoim nieuzasadnionym lękom i obawom.
 
Początkowo nie było mi łatwo, jednak wytrwałam w podjętej decyzji. Teraz, będąc w zdecydowanie lepszej kondycji, wróciłam do studiowania. Czasem wciąż mój osobisty oskarżyciel mówi mi — jesteś do niczego, nawet studiów nie potrafisz skończyć! Jednak mnie to już nie rusza — wiem, czemu podjęłam taką decyzję. Wiem, co mi to przyniosło. W zmaganiach z opiniami innych ludzi nabrałam trochę odporności psychicznej. Zyskałam pewność siebie. Wiem co robię i czemu to robię. A skoro wiem, to mogę nadstawić drugi policzek.
 
Magdalena Sędkiewicz

Bądź na bieżąco 

Jeśli chcesz wiedzieć o najnowszych materiałach, które pojawiają się u nas i nie przegapić kolejnych transmisji, to koniecznie:

Udostępnij: