Prawo do bycia człowiekiem 

Lęk, z punktu widzenia ewolucji, pełni w życiu człowieka niezwykle istotną funkcję. Ma nas uchronić przed popełnieniem błędów, które mogą kosztować nas życie. Boimy się wpaść pod samochód, więc rozglądamy się, zanim wejdziemy na pasy. Boimy się, że napotkany w lesie wąż może nas ukąsić, więc nie podchodzimy do niego i go nie głaszczemy, tylko staramy się pospiesznie oddalić, dla dobra własnego oraz przerażonego nami zwierzaka. Lęk zazwyczaj sprawia, że podejmujemy pewne działania, które mają zapobiec niepożądanym konsekwencjom. Jednak samo przetrwanie to nie tylko kwestia unikania rozpędzonego samochodu czy mniej lub bardziej jadowitych węży. To również utrzymanie się w pracy i lęk, że mogę stracić jedyne źródło dochodu; lęk w relacji, gdy czuję, że coś zaczyna się sypać, a nie chcę znów być samotna; lęk o zdrowie czy życie chorujących bliskich. W codzienności pojawia się wiele sytuacji, które mogą w nas budzić uzasadniony lęk.

Psychologia wyróżnia wiele mechanizmów, które chronią nasze myślenie przed grozą dnia codziennego. Pomagają myśleć o sobie w lepszy sposób; tak, by nasza dobra samoocena wspierała nas w codziennych trudach. Dlatego też nawet mając twarde statystyki, że (w przypadku Amerykanów), co drugie małżeństwo rozpada się, będziemy myśleć — nas to nie dotknie. Kiedy osiągniemy sukces, przypiszemy go sobie, porażkę zaś zrzucimy na zewnętrzne czynniki (nie wyspałam się, sąsiad mnie zezłościł itp.). Postrzegamy siebie jako lepszych od innych, a nasze zalety — jako wybijające się zdecydowanie ponad średnią . Choć statystyki są nieubłagane. Jeśli 70% badanych uważa, że z ich umiejętnościami przywódczymi plasują się wśród najlepszych 25%, to (zakładając nawet, że część z tych osób ma rację) co z pozostałymi 45% badanych żyjącymi w poczuciu, że są lepsi — choć obiektywnie patrząc lepsi nie są? Warto pamiętać o tym, że nasz mózg — czy tego chcemy, czy nie — będzie nas próbował zatrzymać przy pozytywnym postrzeganiu siebie. Patrzeniu z perspektywy: nawet jeśli jest ze mną źle, to lepiej skoncentrować się na tym, co dobre. Dzięki temu będę mieć lepszy humor, by wstać kolejnego dnia i dalej zmagać się z codziennością.

Przyglądając się lękowi z perspektywy wiary dochodzę do wniosku, że największy lęk budzi we mnie perspektywa zobaczenia siebie taką, jaką jestem. Codziennie wieczorem zmywam makijaż i widzę swoją twarz bez dodatków, które mają podkreślić urodę. Co może się stać, jeśli zrobię to samo z moim duchowym wizerunkiem i zdejmę te pieczołowicie nakładane przez dni czy lata warstwy pudru?

Niechęć do zdjęcia noszonych na co dzień masek może wynikać z tego, że nie chcemy konfrontować się z taką informacją, która nie jest przez nas pożądana. Chcemy widzieć siebie jako tych wspaniałych, a nie — słabych, mających wady. Spóźniających się, nieuważnych, ospałych w pracy. Po pierwsze: dlatego, że mogłoby to naruszyć naszą samoocenę. Po drugie: ponieważ mogłoby się (nie daj Boże!) okazać, że możemy z tym coś zrobić. Dopiero gdy nazwiemy dany lęk, możemy podjąć działanie mające na celu oswojenie się z nim i ewentualnie jego wyeliminowanie. Dopiero gdy nazwiemy nasze wady, możemy zacząć nad nimi pracować.

Ostatnio powiedziałam znajomemu księdzu, że nie potrafię pozwolić Bogu być Bogiem w moim życiu. Że zamykam się na Jego działanie. W odpowiedzi usłyszałam — zanim pozwolisz Bogu być Bogiem, pozwól sobie być człowiekiem. Gdy wreszcie opadną maski, a my oswoimy się ze swoim człowieczeństwem, spojrzymy na siebie zdecydowanie łaskawiej, wiedząc, że nie musimy wszystkiego. Nie jesteśmy bogami, nie mamy władzy nad wszystkim. My działamy na naszym poletku, a Bóg zajmuje się resztą — tak, by nie brakowało nam niczego, czego naprawdę potrzebujemy. Jest to świadomość wyzwalająca w życiu wiary, choć w codzienności wolimy mieć poczucie kontroli. A może największym problemem nie są nasze maski czy mechanizmy, które zapewniają nam w głowie dobre samopoczucie, ale właśnie świadomość, że moglibyśmy pozwolić komuś innemu „zamieszać” w naszym życiu?

Może to, czego najbardziej się boję, to wcale nie są zmiany, które i tak są nieuchronne, ale to, że ktoś inny mógłby mieć na nie większy wpływ niż ja? A jeszcze jeśli jest to Ktoś, Kogo nie jestem w stanie objąć swoim rozumem, Kto działa w sposób nieschematyczny, dostosowany do osobistych możliwości każdego z nas? To może budzić przerażenie, dopóki nie zdam sobie sprawy, że nie jestem Stwórcą, lecz Stworzeniem. Stworzonym na Jego obraz i podobieństwo, ale jednak z nieco mniejszymi możliwościami. Jak myślisz, co może się stać gdy dasz sobie prawo do bycia człowiekiem? Magdalena Sędkiewicz

Bądź na bieżąco 

Jeśli chcesz wiedzieć o najnowszych materiałach, które pojawiają się u nas i nie przegapić kolejnych transmisji, to koniecznie:


Polub nas


Subskrybuj kanał