Przyjąć dobro 

Dość dużo mówi się o naszej wybiórczej chęci do obdarzania innych dobrem. Jesteśmy bardziej skłonni pomóc komuś, kogo znamy, z kim czujemy wspólnotę (przykładowo jesteśmy w tej samej grupie zajęciowej na studiach) lub z kim mamy coś wspólnego (chociażby hobby czy pewne doświadczenia życiowe). Pomaganie czy obdarzanie innych dobrem to szeroki temat, przy którym zdaje się znikać równie ważny aspekt pomocy — jej przyjmowanie.

Przyjmowanie pomocy wcale nie jest proste. Im bardziej w myślach oddalamy się od tego, co wydaje się być „normą”, tym trudniej jest o pomoc poprosić i ją przyjąć. Kiedy ktoś zrobi za nas zakupy, gdy jesteśmy zawaleni obowiązkami, budzi to naszą radość. Jednak jest ona zupełnie inna, gdy pomoc pojawia się w sytuacji naszej słabości. Złamana noga, choroba wymagająca brania antybiotyków i uczciwego leżenia w łóżku, niemoc czy lęk przed wyjściem z domu, które mogą pojawić się w depresji. Są sytuacje, gdy jesteśmy skazani na czyjąś pomoc — szczególnie, gdy choroba, niepełnosprawność czy podeszły wiek uniemożliwiają zadbanie o podstawowe potrzeby.

Każda trudna sytuacja, w której otrzymujemy pomoc, to wyzwanie dla nas — wyzwanie przyznania się do naszej słabości. Nie zawsze zawinionej, często będącej efektem ograniczeń naszego ciała. Niektórym przychodzi to łatwo, innym — jak mi — z ogromnym trudem. Trudno jest być od kogoś zależnym. Wiedzieć, że potrzebujemy pomocy, a jednocześnie zdawać sobie sprawę z tego, że ktoś może nam jej odmówić. Co prawda możemy kogoś próbować zmusić, szantażować słowami czy emocjami — jednak mimo wszystko pomoc może nie nadejść.

Najbardziej boli niezrozumienie płynące ze strony człowieka, który nie doświadczył braku. Sytuacji niedostatku, w której mógłby poczuć się podobnie jak my, kiedy potrzebujemy pomocy. Ten „brak”, zwykle kojarzony z postem, jest niezwykle potrzebny. Często dopiero nieprzyjemne doświadczenia potrafią obudzić w nas uważność czy empatię, tak ważne przy dzieleniu się dobrem — przy udzielaniu pomocy. Po to, by to dobro, które dajemy, było dobrem naturalnym, a nie wymuszonym. By było dobrem, które nie rani obdarowywanego, nie wypomina mu braku, lecz pomaga sobie z nim poradzić.

„Mawiał jeden z miłośników Chrystusa, mający charyzmat jałmużnika, że ten, kto daje jałmużnę, tak ją powinien dawać, jakby to on ją brał: taka to jałmużna zbliża do Boga”(z Apoftegmatów Ojców Pustyni, tom 4; Źródła Monastyczne, Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec).

Ani Maryja, ani Jezus w Kanie Galilejskiej nie zwrócili młodej parze uwagi, że zabrakło wina. Niezwykle dyskretnie pomogli im poradzić sobie z sytuacją zbliżającej się totalnej katastrofy. W jaki sposób przyjmujesz pomoc? W jakich sytuacjach jej potrzebujesz, a w jakich trudno jest Ci przyznać, że sama/sam nie dajesz rady? W jaki sposób chciałabyś/chciałbyś, żeby ta pomoc była Ci udzielona właśnie wtedy, gdy potrzebujesz jej najbardziej — a jednocześnie lęk czy wstyd sprawiają, że trudno Ci jest o nią poprosić? Magdalena Sędkiewicz

Bądź na bieżąco 

Jeśli chcesz wiedzieć o najnowszych materiałach, które pojawiają się u nas i nie przegapić kolejnych transmisji, to koniecznie:


Polub nas


Subskrybuj kanał