Różnice, które budują 

Każdego dnia naszego życia spotykamy się z innymi ludźmi. Każdy człowiek ma inną historię, inne pasje, inne podejście do różnych tematów – czasem nam bliskie, czasem zupełnie odmienne od naszego. Są sytuacje, w których korzystamy z tych różnic – zamiast sami naprawiać cieknący kran, dzwonimy do hydraulika; gdy jesteśmy chorzy, idziemy do lekarza; kupujemy warzywa w sklepie, korzystając z tego, że hoduje je ktoś inny. Wielokrotnie jednak zamykamy oczy na te różnice, które mogłyby stać się punktem wyjścia dla głębszej refleksji.
 
Ten, kto ma odmienne zdanie w kwestiach, które uznajemy za bardzo dla nas ważne, zbyt często staje się dla nas wrogiem. Koleżanka w pracy, która nie zachowuje czystości przedmałżeńskiej. Kolega, który głosuje na inną partię. Czasem uważamy za gorszego kogoś, kto kibicuje innej niż my drużynie piłkarskiej… Wolność, do której jesteśmy zapraszani, to nie tylko wolność wyboru z kim, kiedy i gdzie nawiązujemy głębszą relację – choć często chcielibyśmy pozostać tylko przy tym jej rodzaju.
 
Wolność to również zgoda na pozostawanie w relacjach, które są dla nas trudne. Odpowiedzialność za tych, którzy są słabsi. Nie chodzi o to, by pakować się na siłę w patologiczne i przemocowe relacje i potem chwalić się własnym poświęceniem. To bycie z ludźmi, którzy rzeczywiście tego potrzebują w sytuacji, gdy rozeznaliśmy że Bóg zaprasza nas do zaopiekowania się nimi. Taka rezygnacja z nas na rzecz słabszego potrafi być przestrzenią niesamowitego wzrostu duchowego.
 
Wolność to także wolność od budowania poczucia własnej wartości w odniesieniu do tego, kim są i co myślą inni ludzie. Często korzystamy z pokusy uczepienia się pewnych zasad, systemu wartości i określania siebie jako osobę lepszą od innych – ponieważ wiernie przestrzegamy takich a nie innych zasad. Brakuje nam ciekawości, szukania odpowiedzi na pytanie: kim jest drugi człowiek, co go inspiruje, czym żyje? Czemu akurat tak, a nie inaczej?
 
Jeśli mamy poczucie, że nasza wartość zależna jest od tego, na ile dobrze przestrzegamy określonych zasad, jesteśmy już krok od zamknięcia się na drugiego człowieka, który może się kierować czymś zupełnie innym niż my. Kurczowo pilnując własnej „porządności” wobec określonego systemu wartości zamykamy się w schematycznym myśleniu. Nasze poglądy ulegają polaryzacji: dostrzegamy białe i czarne, jakby zapominając, że w świecie jest wiele szarości…
 
Pisząc te słowa myślę o wielu osobach spoza kościelnych kręgów, których obecność na przestrzeni ostatnich lat mocno mnie inspirowała i budowała. O współczesnych „celnikach i grzesznikach”, omijających świątynie szerokim łukiem. Jednocześnie ludziach niesamowicie otwartych na drugiego człowieka, pomocnych, wspierających…
 
Trzymamy się kurczowo zasad myśląc, że to kurczowe trzymanie się jest dla nas najbezpieczniejsze. Zapominamy, że zasady są narzędziem, a nie celem. To faryzejskie podejście sprawia, że łatwiej jest nam odmówić godności i wolności wyboru drugiemu człowiekowi; jest inny, nie wie tego, co ja, nie zna życia; muszę go nauczyć, czym jest prawdziwa wiara, prawdziwe zasady…
 
A przecież to, że się różnię od drugiego człowieka, w żaden sposób mi nie zagraża. To ja podejmuję decyzję, za jakimi wartościami podążam. A skoro tak, to nie muszę się bać różnic, mogę potraktować je jako inspirację, jako przestrzeń do przypomnienia sobie, kim jestem i dokąd zmierzam. Różnice nie muszą być postrzegane jako zagrożenie, ale przestrzeń wzrostu. Mogą budować – o ile pozwolisz Bogu, by działał.
 
Magdalena Sędkiewicz

Bądź na bieżąco 

Jeśli chcesz wiedzieć o najnowszych materiałach, które pojawiają się u nas i nie przegapić kolejnych transmisji, to koniecznie:

Udostępnij: