Spojrzenie z miłością 

Chcielibyśmy móc zrobić coś więcej. Być lepszymi rodzicami, dziećmi, partnerami, małżonkami, przyjaciółmi. Efektywniej pracować, podejmować lepsze decyzje. W młodości walczymy o ideały i… często dajemy się przygnieść wyzwaniom życia codziennego. Nasze deklaracje idą w zapomnienie, a nas dopada szeroko pojęte „życie”.
 
Przypominam sobie swoje, bardziej „kryzysowe” czasy. Brakowało mi wtedy czegoś, co można określić: „spojrzenie z miłością”. Z zewnątrz, ze strony innych ludzi, ale i z wnętrza, spojrzenie na samą siebie. Oba spojrzenia są ważne i potrzebne, bez obu trudno jest iść do przodu.
 
Nasz obraz siebie kształtujemy między innymi w oparciu o kontakty z innymi ludźmi. Gdy czujemy się ze sobą dobrze, gdy mamy spokojniejsze chwile w życiu to krytyczne słowa drugiego człowieka potrafimy przyjąć z dystansem. W gorszych chwilach te same słowa mogą nas bardzo zranić. Dużo jednak zależy od naszej interpretacji zdarzeń. Możemy zakładać dobrą lub złą wolę u drugiej strony — a w zależności od przyjętej perspektywy, zupełnie inaczej będziemy postrzegać usłyszany komunikat.
 
Bardzo byśmy chcieli być wysłuchani, zrozumiani, przyjęci takimi, jakimi jesteśmy. Jeśli rozpaczliwie szukamy takiego zrozumienia u drugiego człowieka, możemy wpaść w dwie pułapki. Po pierwsze — poza Bogiem nikt nie jest nam w stanie dać „pełni” akceptacji czy zrozumienia, niezależnie od tego, jak bardzo tego chcemy. Po drugie — miłość objawia się również poprzez pewne wymagania, dystans czy „podnoszenie poprzeczki”. Pozostanie przy jednym, tym przyjemniejszym w odczuciach wymiarze może dać nam miłe odczucia, ale do zmiany często potrzeba równowagi; zarówno przyjaznego, jak i wymagającego spojrzenia. Obie perspektywy składają się na pełnię miłości.
 
Z drugiej strony mamy spojrzenie na siebie samych. Czasem zbyt pobłażliwe, czasem zbyt surowe; w zależności od okoliczności czy ogólnej sytuacji życiowej. Gdy chorujemy i nie mamy możliwości pracować czy uczyć się tak efektywnie jak inni, potrafimy patrzeć na siebie z ogromną niechęcią, nie dopuszczając wyrozumiałości w sytuacji wyjątkowej. Z drugiej jednak strony niekiedy potrafimy miesiącami zwlekać z rozpoczęciem pisania zaległych prac, ze zmianą własnych zachowań, z ważnymi rozmowami, tłumacząc się tym, że „nie jesteśmy w formie” — serwujemy sobie taryfę ulgową w sytuacji, gdy powinniśmy podjąć działanie.
 
Sytuacje są różne i potrzeba czasu by nauczyć się, kiedy które spojrzenie jest nam bardziej potrzebne, kto może nam dać to spojrzenie „przemieniające” — może bardziej surowe na ten moment, może bardziej akceptujące. Czasem potrzeba kogoś, kto poda nam pomocną dłoń. Często wiele zależy od nas, od tego, czy sami przyjrzymy się szczerze temu, co w nas drzemie i zobaczymy, czego teraz potrzebujemy.
 
Warto pamiętać, że zmiana zależy ostatecznie od nas samych. Możemy próbować wpływać na innych ludzi, na to, w jaki sposób z nami rozmawiają, jak nas postrzegają, ale może się okazać, że nasze próby pozostaną bezowocne. To, na co mamy wpływ, to nasze postrzeganie sytuacji — założenie, że za czyimś działaniem stoi życzliwość lub niechęć.
 
Jakiego spojrzenia z miłością potrzebujesz dziś? I co możesz zrobić, by dostrzec spojrzenie z miłością kierowane do Ciebie — choć nie zawsze w taki sposób, w jaki chciałabyś / chciałbyś je otrzymać?
 
Magdalena Sędkiewicz

Bądź na bieżąco 

Jeśli chcesz wiedzieć o najnowszych materiałach, które pojawiają się u nas i nie przegapić kolejnych transmisji, to koniecznie:

Udostępnij: