W gabinecie luster 

Wchodząc do gabinetu luster spodziewamy się tego, że lustra, w których będziemy się przeglądać, zniekształcą nasz obraz. Nagle staniemy się grubi bądź chudzi, niscy lub wysocy, nogi wydłużą się niewspółmiernie do reszty sylwetki, a nasza głowa urośnie do rozmiaru piłki plażowej. Podobnie jest z naszym obrazem siebie. Na obraz siebie składają się między innymi cechy charakteru, nasze zalety i wady, umiejętności, wiara, przekonania, które w sobie nosimy, ale i nastroje, uczucia, postawy, przyjmowane przez nas w konkretnych sytuacjach. Dodajmy do tego porównywanie się z innymi, ocenę otaczających osób, nasze wspomnienia oraz role odgrywane codziennie w obrębie rodziny, znajomych, w pracy. Jest wiele czynników, których suma tworzy nasze „ja”. Nasze postrzeganie siebie potrafi być bardzo trwałe. Zazwyczaj, gdy przyjmiemy jakąś wizję siebie, nie jesteśmy skłonni do jej zmiany, niezależnie od tego, czy wizja ta jest pozytywna, czy negatywna. Często też — podświadomie — szukamy ludzi, którzy w tej wizji nas utwierdzają. Jeśli dostrzegam w sobie dobro, będę słuchać tych, którzy to dobro we mnie dostrzegają. Jeśli mam negatywny obraz siebie, to będę szukać kontaktu z ludźmi, którzy widzą moje błędy i wady. Niezależnie od kierunku, jaki przyjmujemy, obraz jest zaburzony — jak w gabinecie luster, pewne cechy znikają z pola widzenia, podczas gdy inne urastają do monstrualnych rozmiarów. Zmiana obrazu siebie jest możliwa, choć nie każdy może nam w tym pomóc. Abyśmy uwierzyli w czyjeś słowa, zazwyczaj musi je wypowiedzieć osoba dla nas znacząca, np. rodzic, mentor, psychoterapeuta. Nie może być to wypowiedź jednorazowa — taką szybko zignorujemy w natłoku innych informacji. Taka ocena musi również być spostrzeżona jako nadzwyczaj osobista — jeśli mamy poczucie, że ktoś nas zna, prędzej uwierzymy, że mówi prawdę. Ponadto ocenę tę my sami musimy określić jako w jakiś sposób spójną z naszym obrazem siebie. Może się okazać, że wiele osób dookoła mówi nam, że jesteśmy mądrzy, silniejsi niż nam się wydaje, że potrafimy walczyć o swoje, że jest w nas dobro — i choć intelektualnie widzimy, że mają rację, serce buntuje się na taką ocenę rzeczywistości. W takiej sytuacji warto spojrzeć na siebie nieco uważniej, zacząć od dostrzeżenia dobra w sobie. Dostrzeganie swoich zalet jest umiejętnością, którą można wyćwiczyć. Dlatego też, przez najbliższy tydzień, codziennie wieczorem, zapisz jedną dobrą cechę czy umiejętność, którą wykorzystałaś/wykorzystałeś danego dnia oraz opisz (wystarczy jedno zdanie!) sytuację, w której ona wystąpiła. Bardziej wprawnych w dostrzeganiu dobra zachęcam do zapisania dwóch lub trzech cech/umiejętności. Przykładowy opis:

  • Odwaga — odezwałam się z pytaniem o drogę, gdy zabłądziłam w poszukiwaniu przystanku. Albo: odezwałam się na zebraniu.
  • Uczynność — pomogłam wnieść wózek do tramwaju. Albo: Z własnej inicjatywy zrobiłam zakupy chorej koleżance.
  • Wytrwałość — mimo zakłóceń (głośne rozmowy współpracowników) uparłam się i skończyłam pisać ważny mail. Albo: Choć bardzo mi się nie chciało, poszłam na siłownię.

Zmiana obrazu siebie to proces, który wymaga zaangażowania, nakładu sił i czasu. Początki mogą być trudne, niemniej warto wejść na drogę dostrzegania w sobie zazwyczaj niezauważanego dobra. A ponieważ we wspólnocie zdecydowanie raźniej się podróżuje – zapraszam do Pogłębiarkowej grupy, gdzie w specjalnym wątku możecie podzielić się swoimi odkryciami! Magdalena Sędkiewicz

Bądź na bieżąco 

Jeśli chcesz wiedzieć o najnowszych materiałach, które pojawiają się u nas i nie przegapić kolejnych transmisji, to koniecznie:


Polub nas


Subskrybuj kanał