Z ciemności do światła 

Długa droga Syna Marnotrawnego kończy się w ramionach kochającego Ojca. Znając dobrze tę historię zatrzymujemy się przy obrazie radości powrotu i przemiany serc, która – mamy taką cichą nadzieję – sprawia, że na uczcie ostatecznie u boku Ojca pojawiają się obaj bracia. Jednak przełomowe momenty w życiu zazwyczaj poprzedza droga, długa, kręta, niekiedy prowadząca przez egipskie ciemności.
 
Kryzys – życiowa trudność – może stać się bodźcem do głębszej refleksji. Mimo to wiele Córek i wielu Synów Marnotrawnych nie potrafi, nie chce albo nie wie, że można wejść w przeżywane cierpienie i przyjrzeć się mu z różnych stron. Nie jest to proces przyjemny, od pewnego momentu może być destrukcyjny – jest jednak bardzo przydatny w poznaniu siebie.
 
Zazwyczaj przyglądając się trudnym sytuacjom szukamy źródła problemu i próbujemy wymyślić jak najlepsze rozwiązanie. Bywają dni, gdy potrzebujemy ponarzekać, „poużalać się” nad sobą. Niezależnie od tego, jakie motywacje nam przyświecają, warto wejść głębiej – na poziom emocji i potrzeb. Emocje są dużą podpowiedzią w zastanowieniu się nad tym, czego potrzebujemy. Pozytywne wskazują na zaspokojenie potrzeb, negatywne są sygnałem pewnego braku.
 
Ostatnio bardzo denerwuję się, gdy ktoś mówi mi, co mam robić – potrzebuję przestrzeni do podejmowania decyzji i poczucia niezależności. W innej sytuacji czułam ogromny dyskomfort i frustrację w związku z postawą organizatorów pewnego wydarzenia. Ucierpiało moje poczucie bezpieczeństwa, poczucie bycia wspieraną i ważną – musiałam odnaleźć się za granicą, w zupełnie dla mnie nowych realiach podróżowania i czułam, że rozmowa z kimś bardziej obeznanym z lokalnymi warunkami byłaby dla mnie ogromnym wsparciem.
 
Warto, w tej drodze do Niebieskiego Ojca, kiedy już wiemy, że dłużej nie chcemy paść świń (czyli tkwić w dotychczasowej sytuacji), zobaczyć swoje emocje i potrzeby, nie oceniając jednak drugiego człowieka. W pierwszej wspomnianej sytuacji mogłabym uznać, że doradzająca mi osoba chce mną manipulować. W drugiej – że organizatorom nie zależało na mojej obecności. Ani jedno, ani drugie nie jest prawdą, ale może się nią stać dla mnie gdy przyjmę taką wersję zdarzeń, zrzucę z siebie odpowiedzialność o zadbanie o własne potrzeby i uznam, że to „ktoś inny powinien pomyśleć, że ja potrzebuję czegoś innego”. Jednak drugi człowiek podobnie jak ja ma swoje emocje, potrzeby, może podobne, może zupełnie inne. To ktoś, kto również jest w procesie zmian, kto też ma swoje lepsze i gorsze dni.
 
Kiedy mamy świadomość emocji i potrzeb możemy wtedy zastanowić się i zobaczyć, czego potrzebujemy „po ludzku” i do czego zaprasza nas Bóg: czy do większej łagodności, czy do większej decyzyjności? Może się okazać, że brakuje nam sił i Bóg zaprasza nas do tego, byśmy odpoczęli i w ciszy przemyśleli parę spraw. Innym razem nasze tłumaczenie o braku sił może być sygnałem niechęci do działania, do którego Bóg nas cierpliwie zachęca – na przykład do większej wyrozumiałości dla bliźniego czy do podjęcia konkretnej decyzji.
Dobrze jest przyjrzeć się sobie, własnym myślom. A potem – dać się zaskoczyć Bogu. W końcu Syn, mając już konkretne postanowienie, nie zdołał nawet powiedzieć Ojcu do końca to, co sobie zaplanował. W momencie spotkania przeszedł z ciemności własnych myśli do światła radości bycia przyjętym. Dał się zaskoczyć Jego Miłości.
 
Magdalena Sędkiewicz

Bądź na bieżąco 

Jeśli chcesz wiedzieć o najnowszych materiałach, które pojawiają się u nas i nie przegapić kolejnych transmisji, to koniecznie:

Udostępnij: